Lillafüred

Jeszcze w XVIII wieku kuźnie i huty na terenie obecnego Lillafüred pracowały na pełnych obrotach
Pod koniec XIX wieku zakłady przeniesiono do pobliskiego Miszkolca, a w Lillafüred decyzją ówczesnego ministra rolnictwa zbudowano luksusowy ośrodek wypoczynkowy.
Ten minister to taki romantyk był, gdyż w czasie swojej podróży po Węgrzech, dotarł między innymi w ten region, czyli region Gór Bukowych. Tak się chop zachwycił tym miejscem, zresztą wcale się mu nie dziwimy, iż podjął decyzję o przeniesieniu zakładów, a w ich miejsce pomiędzy szczytami postawił uzdrowisko, do którego mógłby zabierać żonę. A że żona miała na imię Lilla, a uzdrowisko po węgiersku to füred, więc nazwa się układa w uzdrowisko Lilli, czyli Lillafüred.
Zapraszamy do kolejnej węgierskiej odsłony 🙂





Hotel Palota
Kilka słów o nim…kiedyś był domem wypoczynkowym, dziś jest hotelem, ale równie dobrze mógłby być pałacem.
Doskonały architektonicznie, bajkowe położenie z pięknymi wiszącymi ogrodami, szumiącym wodospadem i jakże przepiękną jaskinią Anną… No cóż chcieć więcej, prawda? Okalające go Góry Bukowe tylko dodają dostojności i magii, a jak pomyślę sobie, jak pięknie tu musi być jesienią, to już mógłbym pakować plecak. Łagodne garby majestatycznie prezentują się z trzech stron wokół Lillafüred tak, ze nogi same wołają o wędrówkę 🙂
Wysokość tychże gór to około 900 metrów, a najwyższy szczyt to Istállós-kő (959 m), jest więc gdzie spacerować.





Nie zawsze jednak było tu tak romantycznie
Paradoksalnie największym impulsem w rozwoju Lillafüred były niezwykle tragiczne dla Węgrów postanowienia traktatu w Tranion, na mocy którego Węgry utraciły dwie trzecie swojego terytorium, w tym tatrzańskie uzdrowiska i Małą Fatrę.
Za sprawą wspomnianego ministra myśli inwestorów zwróciły się wtedy ku mało znanemu wówczas Lillafüred. W 1921 roku, czyli rok po podpisaniu traktatu z Tranion, podjęto decyzję o budowie luksusowego Hotelu Palota. Tak właśnie powstał imponujący neogotycki budynek ze strzelistą wieżą i mniejszymi wieżyczkami.
O historii Węgier i dawnych czasach jednak nie zapomniano. Okna jednej z sal hotelowej restauracji zdobią witraże z historycznymi węgierskimi zamkami. Zobaczyć tam można Bratysławę, Bardejów, Lewoczę, Orawski Zamek czy Kluż-Napoka.





Wodospad, jezioro i wiszące ogrody
Tuż obok wejścia do jaskini Anny, ale to już wiecie z wpisu o niej, znajduje się wodospad. Nie tylko natura maczała palce przy jego powstawaniu, gdyż dzieła w górnej jego części dokończyli ludzie. Ale wygląda dobrze, więc nie ma co narzekać. Gdy w wodospadzie jest zbyt mała ilość wody, to jest ona dopompowywana z jeziora Hámori, nad brzegiem którego położone jest Lillafüred. Jezioro to także jest dziełem człowieka i jest sztuczne, powstało w XIX wieku jako jezioro zaporowe na rzece Szinva i Garadna. Wygląda malowniczo, więc i tu również nie ma na co narzekać 😉
Wiszące ogrody natomiast najlepiej prezentują po wejściu na górę. Z tej perspektywy widać jak dostojnie schodzą w dół doliny rzeki Szinva. Z góry nie dostrzeżemy jednak największej atrakcji wiszących ogrodów – wodospadu na wspomnianej rzece Szinva. Choć jest on najwyższy na Węgrzech, ma zaledwie 20 metrów wysokości.






Teoretycznie można by na tym zakończyć nasz wpis
Jednakże warto Ci wiedzieć skoro już do tego miejsca dotarłeś/aś, iż parędziesiąt metrów od hotelu jeździ kolejka wąskotorowa, którą to zauważyliśmy chcąc kończyć nasz zwiedzanie.
Dosłownie pędem rzuciliśmy się w jej stronę i rzutem na taśmę udało nam się wtargnąć na pokład wagonu. Na zakup biletu nie było niestety szans, lecz stwierdziliśmy, że kupimy u nadchodzącego właśnie miłego i sympatycznego konduktora.





Biletów sympatyczny konduktor nie miał…
Generalnie groził nam mandat za brak biletu, ale sytuacja była nieco… inaczej skomplikowana.
Pan sympatyczny, jak i ludzie wokół mówili tylko w jednym języku – wiadomo, węgierskim. To była naprawdę trudna rozmowa i nie wiem już jak, ale dogadaliśmy się tylko dlatego, że pan był, jak wspomniałem wcześniej – sympatyczny. My z sympatią wobec niego i otoczenia nie byliśmy dłużni.
Chodzi zatem o to, że widział jak wbiegliśmy na ostatni moment, więc kara mandatu została odrzucona. Została kwestia biletu. Nie było możliwości zapłacenia kartą, wchodziła tylko gotówka, której nie mieliśmy. Jakoś się dogadaliśmy, chociaż ciągle będę to powtarzał – nie wiem jak, że chcemy się tylko przejechać i wrócić do tego samego miejsca.
Musieliśmy kupić bilet na stacji końcowej zarówno w jedną jak i w drugą stronę i na powrocie przy kontroli pokazać. Taka to nasza przygoda… ale jak my się dogadaliśmy po węgiersku, to normalnie pojęcia nie mamy do tej pory…
A zatem jedziemy dalej 🙂





Tak dojechaliśmy do końcowej stacji
Wąskotorówki bywają różne i z reguły są niewygodne, tutaj natomiast spotkało nas miłe zaskoczenie, bo zarówno było i wygodnie, a to chyba zasługa dobrze wyprofilowanych siedzisk, jak też i widokowo było całkiem dobrze, począwszy od widoku na góry bukowe z Lillafured pomiędzy szczytami, przez osiedla bloków oraz innych dzieł ludzkich.






Historyczna kolej dziecięca
Wąskotorowa linia kolejowa ma 4 km długości, a podróż jej zabytkowymi wagonami zajmuje około 20 minut. Lokomotywy parowe regularnie kursują na tym odcinku. Najstarsza lokomotywa parowa ”Katka” została zbudowana w Niemczech, a maszyna parowa to lokomotywa ”Krutwig” produkcji czechosłowackiej. Kolej rozpoczyna sezon w kwietniu i kursuje w soboty i niedziele do października. W miesiącach letnich w lipcu i sierpniu kolej działa codziennie.
Obecnie dzieci i uczniowie z okolic pracują na kolei jako przyszli kolejarze.





Zarządzamy odwrót
Trasa niby prowadzi tą samą drogą, ale krajobraz przy zachodzącym słońcu diametralnie zmienia swe oblicze, poza tym siadamy teraz po drugiej stronie – tak dla urozmaicenia drogi.
Mieliśmy okazję do mijanki, gdzie panowie kolejarze z uśmiechem i gracją wykonywali swoje zadanie.
Nie poznaliśmy zbyt wielu Węgrów w czasie swoich wojaży po ich kraju, ale jeśli są tacy jak Chłopaki z kolei, zarówno w jedną jak i w drugą stronę, to muszą być zajebiści 🙂







Opuszczamy już sympatyczne Lillafured i udajemy się w dalszą podróż
Ta kolejka niby nic takiego, a naprawdę zrobiła robotę 🙂
Ogólnie bardzo przyjemne miejsce i warto tu zajrzeć, będąc na przykład w niedalekim Miszkolcu. I hotel-zamek pięknie położony, i jeziorko przy nim, gdzie można wypożyczyć kajaki, i kilka szlaków górskich, i przepiękna jaskinia Anna. Jest naprawdę co robić i być może gdybyśmy się lepiej przygotowali, to i ze dwa dni byśmy tam posiedzieli…
Ale kto wie… może jeszcze kiedyś przyjdzie nam jechać przez tę okolicę, to z przyjemnością ogarniemy jakiś szlak w tych Bukowych górach 🙂
Tymczasem na odwrocie, trafiamy na spektakularne pole słoneczników 🙂
I jak się tu nie zatrzymać?






Jeśli masz ochotę na wirtualną małą czarną, to zamawiając ją będzie nam niezmiernie miło, a Ty docenisz nasz trud włożony w prowadzenie bloga.
A jeśli podobał Ci się ten wpis i uważasz, że wniósł realną wartość do odwiedzin tego miejsca, to zapraszamy do wsparcia naszego bloga i polubienia naszego facebooka. Będzie to dla nas sygnał, iż wykonujemy dobrą i wartościową pracę 🙂
A.D.2023

